Zaloguj do e-skok
Placówki i Bankomaty Zaloguj do e-skok

Tak niewiele trzeba, by uratować życie

„Oddałam moje komórki macierzyste i mam nadzieję, że mój biorca dzięki temu wyzdrowieje. Nie czuję się bohaterką, ale chcę o tym opowiedzieć z nadzieją, że inni pójdą w moje ślady” – mówi Emilia Piontek, specjalista ds. wsparcia merytorycznego w Towarzystwie Zarządzającym SKOK.

17:57 08.11.2014 r.

W 2010 r. pani Emilia stała na przystanku autobusowym w Hamburgu. Zwróciła uwagę na wielki plakat DKMS (Bazy Dawców Komórek Macierzystych). Pomyślała: w sumie to przecież nic nie kosztuje, a można komuś uratować życie. Mąż zapytał: myślisz, że warto? Wkrótce oboje zarejestrowali się w bazie potencjalnych dawców, w DKMS w Niemczech, bo wtedy tam mieszkali. Dlatego kiedy cztery lata później pani Emilia oddawała szpik, odbyło się to właśnie w Niemczech.

W grudniu 2013 r. okazało się, że bliźniak genetyczny pani Emilii potrzebuje pomocy. Pierwsze badania wykazały, że jest wstępna zgodność z biorcą.

– Zrobiłam badania – tu w Polsce, nie bez problemów, bo przesyłanie krwi między dwoma krajami jest problemem – wspomina pani Emilia. – W marcu dostałam informację, że wszystko gra i jestem zarezerwowana dla konkretnego pacjenta do końca czerwca, ale nic się nie wydarzyło. Przemknęło mi przez myśl, że ta osoba nie przeżyła, ale na początku lipca odezwał się koordynator i usłyszałam: „Mamy datę przeszczepu”.

Wiele osób przed podjęciem decyzji o zostaniu dawcą powstrzymuje myśl o bólu.

– Nie powiem, że to nie boli, ale gdybym jeszcze raz miała przez to przejść, zrobiłabym to na pewno, bo myślę, że warto – mówi dawczyni komórek macierzystych.
komorki-macierzyste
Emilia Piontek w czasie pobierania komórek macierzystych. Fot. archiwum rodzinne

Jak to wygląda w praktyce? Przy metodzie, którą pobierano komórki macierzyste od pani Emilii, najpierw przez cztery dni przyjmuje się specjalny czynnik wzrostu, który ma uwolnić komórki macierzyste ze szpiku do krwiobiegu. Daje to objawy jak przy ciężkiej grypie, ale pomagają środki przeciwbólowe, więc nie jest tak źle. Do tego dwa razy dziennie trzeba robić sobie zastrzyki w brzuch tym czynnikiem wzrostu.

– Z początku strasznie się bałam, ale jak zrobiłam pierwszy zastrzyk (w klinice, po dokładnej instrukcji), to strach przeszedł. Czwartego dnia pojechałam do kliniki w Berlinie. Komórki pobrano piątego dnia, 8 września 2014 r. Samo pobranie też nie jest superprzyjemne. W lewej ręce miałam w żyłę wbitą igłę plastikową – to nie boli, bo można rękę zginać, ale w prawej ręce miałam igłę stalową i dość grubą. Po dwóch godzinach zaczęło mnie boleć, ale ja mam dosyć niską granicę odczuwania bólu. I tak przez cztery godziny. W sumie cały proces trwał pięć dni – opowiada Emilia Piontek.

Dużo osób uważa, że szpik pobiera się z rdzenia kręgowego, ale to nieprawda. Pobiera się go z krwi lub z talerza kości biodrowej – wystarczą dwa malutkie nacięcia, więc to nie grozi żadnym paraliżem. Takie myślenie to brak wiedzy.

– Nigdy nie poznam mojego biorcy. Wiem tylko, że jest starszym mężczyzną, Hiszpanem, a w Hiszpanii obowiązuje pełna anonimowość. Mamy prawo jedynie do wymiany jednego anonimowego kontaktu, ale nie wiem, czy kiedykolwiek napiszę do „mojego” Hiszpana. Może tak lepiej, bo nie wiem, czy chciałabym w oczach biorcy być jakimś bohaterem, który uratował mu życie. Mam nadzieję, że „mój” Hiszpan przeżyje i będzie zdrowy – mówi pani Emilia.

Nikt z rodziny ani znajomych nie zniechęcał do zostania dawcą. Mama oczywiście się bała, że coś może się stać. Tata miał typowo męskie podejście: „Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?”.

– Mój mąż jako również potencjalny dawca bardzo mi zazdrościł, że ja już mogę komuś pomóc, a on jeszcze nie. To charakterystyczne, że osoby, które już są zapisane do DKMS, zazdroszczą tym, którzy już mogą oddać swoje komórki macierzyste. Jednak czekanie jest dobre, bo oznacza, że bliźniak genetyczny nie ma raka krwi – zaznacza pani Emilia.

Chorzy to często osoby pozornie zdrowe, w kwiecie wieku, ok. 30–40 lat, które idą na badania, bo się źle poczuły, i słyszą diagnozę: ostra białaczka. I nagle świat się wali. Dla wielu chorych jedyną szansą na życie jest przeszczepienie szpiku lub komórek macierzystych od dawcy niespokrewnionego. Warto pomóc komuś dzisiaj, bo może jutro sami będziemy potrzebować pomocy.

– Czy jestem z siebie dumna? Każdy, kto jest zdrowy, kto spełnia podstawowe warunki, powinien zostać dawcą. Bo tak naprawdę co nam szkodzi zapisać się do DKMS i raz położyć się na te cztery godziny, by oddać komórki? Tak można uratować komuś życie – podkreśla pani Emilia.

Jadwiga Bogdanowicz


Jak zostać dawcą?

To proste. Wejdź na stronę www.dkms.pl i zgłoś chęć zostania dawcą. Otrzymasz bezpłatną przesyłkę z dwoma patyczkami-wacikami do pobrania wymazu z ust (trzeba je odesłać). Po badaniach tych próbek i określeniu DNA jest się potencjalnym dawcą. Formalności można też załatwić na stoiskach DKMS przy okazji różnych większych imprez.

Potem nic się nie dzieje, dopóki nasz bliźniak genetyczny nie potrzebuje pomocy. Wtedy robi się pierwsze badanie krwi. Jeśli nadal pasuje się do biorcy – czas na jednodniowe badania w klinice: drugie badanie krwi (by określić stopień zgodności dawcy z biorcą – im wyższy, tym lepiej), USG śledziony, EKG. Jeśli przejdzie się pomyślnie te niebolesne badania, a szczegółowy wywiad o przebytych chorobach i stylu życia jest zadowalający – czas na przeszczep.
Serwisy Partnerskie:
Stefczyk.tv Stefczyk.info CzasNaFinanse.pl wPolityce.pl