Złóż wniosek Zaloguj się
Placówki i Bankomaty Zaloguj się ZŁÓŻ WNIOSEK

Chcę ludziom umilić życie

„Przedziwne są dzieje ludzkie. Ważne jest, żeby człowiek zachował świadomość swoich wyborów i właściwie je osądzał – uczciwie przed sobą samym” – takim credo życiowym kieruje się Magdalena Franckiewicz, Członek Kasy Stefczyka, placówki przy ul. Sobieskiego 60 w Warszawie.

14:30 07.02.2014 r.

Pani Magdalena, mimo przeciwności losu, jest pełna radości życia i wiary w człowieka.

– Trzeba z ludźmi rozmawiać, bo inaczej nie będzie porozumienia. Najgorsze jest ostrożne myślenie – mówi pani Magdalena.

Teraz – z racji wieku – ma więcej czasu dla siebie, więc częściej zajmuje się sztuką. Jest malarką, ceramiczką, poetką. W dorobku ma wiele wystaw i wieczorów autorskich.
obrazek-1-001
Jestem katoliczką, mam 78 lat. Mam różne zawody. Nie jestem po polonistyce, ale nie od dzisiaj piszę to, co czuję. To wiersze bardzo różne w formie i nastroju. Trochę drukowałam. Również maluję. Mój mąż był malarzem, ale nie uczył mnie. Zaczęłam malować 2 lata po jego śmierci. Wokół mnie jest dużo ludzi, którym chcę umilić życie, odwdzięczając się za dobre słowo, więc jeśli tylko mam chwilę to maluję.
obrazek-2-001
W zależności od nastroju maluje bardzo różną gamą kolorów. By znaleźć ten właściwy kolor, miesza farby w niecodzienny sposób, np. akwarelę z akrylem. Należy m.in. do warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Marynistów Polskich.
obrazek-3-001
– Kocham morze. Po raz pierwszy zobaczyłam je po wojnie, a dopiero później góry – wspomina pani Magdalena. – Nie potrafię usiedzieć w miejscu. Jeździłam z mężem na rowerach, nawet po 100 km. Jak lecieliśmy „Antkiem”, to dzięki mojemu mężowi (był uroczym człowiekiem) pozwolono mi usiąść na moment w fotelu pilota. Oboje mieliśmy szczęście. Żyliśmy od pierwszego do pierwszego, ale życie było ciekawe.

Trudne ścieżki życia

Pani Magdalena jest rodowitą warszawianką. Wychowała się w domu, w którym nawet żebraka sadzało się przy stole. Również za czasów okupacji nikomu nie odmawiano gościny. Ojciec był w AK. Za tę gościnność poszedł siedzieć – przyszli po niego nagle, nocą. Mieszkanie w Warszawie runęło w pierwszych dniach wojny, ale w tym czasie ojciec (był prawnikiem) pracował na budowie między Ostrowcem Świętokrzyskim a Ćmielowem.

– Tam zastała nas wojna. Ojciec poszedł z wojskiem. Szczęśliwie nie wylądował w Katyniu, ale niestety mam w rodzinie katyńczyków. Jednym z nich jest kuzyn, lekarz, który mnie przyjął na tym świecie, kiedy rodziłam się na Solcu, gdzie był ordynatorem. Zginął w wieku 43 lat. Rozpoznano go jedynie po liście matki – nie miał przy sobie żadnych papierów. Pracowałam trochę jako wolontariusz w oddziale Muzeum Katyńskiego – robiłam bibliografie. Rodzice po powstaniu nie wrócili do Warszawy. Ja też byłam przez 9 lat poza Warszawą – we Francji. Przez wiele lat żyłam bez dachu nad głową, bez meldunku nie tylko w Warszawie, ale gdziekolwiek. Z dnia na dzień – nigdy nie wiedziałam gdzie będę spać. Utrudniano mi naukę, ale jakoś brnęłam po maturę. Więcej razy byłam w życiu głodna niż syta. Przeżyłam.

Kobieta wielu zawodów

Skończyła pomaturalną filmówkę i pracowała przy filmie rysunkowym. Zrobiła też kurs kreślarski – dla niej takie rzeczy nie były trudne. Przez 23 lata pracowała jako konstruktor mechanik w Warszawskich Zakładach Mechanicznych. Nie należała do żadnych partii, oprócz „Solidarności”. „Po drodze” zrobiła magisterkę – studiowała na UMCS.

– Wiele lat zbierałam materiały do pracy magisterskiej na temat piśmiennictwa Kresów Wschodnich. Wiem o nich wszystko, a byłam tylko w Wilnie, gdzie urodziła się moja babcia ze strony taty. Zachęcano mnie do polonistyki, ale to już było za późno. Od dziecka interesuję się fizyką, archeologią, niestety później przez moje kolano nie mogłam zająć się tym zawodem. Zresztą człowieka bez dachu nad głową różnie traktowano. Jestem zdania, że wszyscy ludzie dostali po równo, bo co to byłby za pan Bóg, gdyby kogoś wyróżniał? Tylko rodzimy się w różnych sytuacjach, ale start jest jeden.

I mówi tak mimo dramatycznych przeżyć, mimo tego, że jedną nogę ma sztywną od 13 lat, a stan drugiej, „ześrubowanej” po wypadku, skazał ją na pół roku leżenia w łóżku.

– Wierzę, że wrócę do „normy”. Przecież nie od dzisiaj daję sobie radę – śmieje się pani Magdalena. – Chodzę w tej chwili o dwóch kulach, ale ganiam sprawnie – aż ludzie się oglądają.

Franckiewicz-001
„Co mnie przywiodło do Kasy Stefczyka? Po prostu zdrowy rozsądek, ponieważ nie wyzbyłam się samodzielnego myślenia. Pierwsze słowa o Kasie Stefczyka pamiętam jeszcze z domu rodzinnego” – mówi Magdalena Franckiewicz
Serwisy Partnerskie:
Stefczyk.tv Stefczyk.info CzasNaFinanse.pl wPolityce.pl